Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
45 postów 17 komentarzy

polska-kaliningrad

Tomasz Omański - Polak, bloger, dziennikarz polonijny. szef Stowarzyszenia Polskie Centrum Kultury w Kaliningradzie

Polska-Rosja. Co przyniesie 2017 rok w naszych stosunkach?

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Bez wątpienia rok 2016 w stosunkach polsko-rosyjskich można nazwać rokiem destrukcyjnym.

Zresztą, można to było przewidzieć już w momencie, gdy prezydentem Polski został Duda, a zwycięstwo w wyborach parlamentarnych w Polsce odniosła partia Kaczyńskiego. Już wtedy napisałem, że Kaczyński i jego towarzysze będą szukać w stosunkach polsko-rosyjskich tych obszarów, które można by jeszcze zepsuć. Udało im się.


Bodajże najbardziej destrukcyjnym momentem w 2016 roku, w naszych relacjach było "zawieszenie" Małego Ruchu Granicznego z obwodem Kaliningradzkim. Należało się tego spodziewać w związku z tym, że projekt MRG był projektem politycznym a nie ekonomicznym, który, zresztą, nie spełnił pokładanych w nim nadziei Zachodu.

Na tle tego posunięcia, bardzo interesująco wygląda obietnica rządu obwodu Kaliningradzkiego o wprowadzeniu elektronicznych wiz dla obcokrajowców. Gdy to znaczne uproszczenie wejdzie w życie, stanie się to swoistą rewolucją dla obwodu i całej Rosji.
Pożywiom-uwidim.

Istnieje wiele dziedzin, w których rząd Polski wykazał szczególną pomysłowość, w niszczeniu i tak już złych stosunków z Moskwą. 
Wojna z własną historią lub, inaczej mówiąc, niszczenie pomników, instalacja amerykańskich systemów obrony przeciwrakietowej w pobliżu granicy z obwodem Kaliningradzkim, amerykańscy żołnierze w Elblągu, Orzyszu i Bóg wie gdzie jeszcze, antyrosyjski PR w przestrzeni medialnej Polski - przykłady złych chęci można by tu jeszcze mnożyć


Jednak chciałbym zadać pytanie: co dalej? Co przyniesie nam nowy 2017 rok, w stosunkach polsko-rosyjskich?

O przywróceniu MRG proponuję wszystkim zapomnieć. Co najmniej do 2019 roku, wtedy właśnie w Polsce odbędą się kolejne wybory, które, być może, podkreślam, być może zakończą rządy partii PiS.

Wybór nowego prezydenta USA Trumpa (nawet jeśli ten zacznie wcielać w życie swoje obietnice kolejnego resetu z Federacją Rosyjską) zmieni niewiele.
Dlaczego?

A dlatego, że nie po to Zachód wkładał swoje pieniądze, szkolił "polskich" polityków, wysyłał swoich agentów do polskiego MSZ, by Polska przyjaźniła się z Rosją.


Bardzo ciekawa w tym wszystkim jest postawa Niemiec, które historycznie związane są z Rosją (i nie tylko złą historią: 1945 roku) 
Niemcy w prawdziwie mistrzowski sposób, z jednej strony, są strategicznym partnerem Rosji w UE, a z drugiej strony, realizują swoją własną politykę zagraniczną.
Do tego właśnie używają, powiedzmy to otwarcie, swoich łańcuchowych psów - polityków z Warszawy, którzy jak to psy, za odpowiednią pochwałę, gotowi są szczekać na każdego, a jeśli to będzie konieczne, - być może i ugryźć.

Aby mnie nie oskarżono o gołosłowność, podam przykład.
Donald Tusk - zagorzały orędownik antyrosyjskich sankcji, pomocy Ukrainie i wszystkiego, o co go poprosi frau Angela. Tusk to przykład sukcesu dla polskich emigrantów. Jego wynagrodzenie w UE to 100 tysięcy złotych miesięcznie! Za takie pieniądze... czego się nie zrobi za takie pieniądze?


Do tego dodajmy obecność niemieckich mediów w Polsce. Małych i dużych. Ktoś zada pytanie, po co niemcom "Gazeta Pomorska" czy "Gazeta Olsztyńska"? 
90% regionalnych mediów w Polsce, to media niemieckie (Passauer Verlag, jako jeden z przykładów) O dużych mediach nawet nie wspomnę (Onet.pl firma Axel Springer AG)

Właśnie dla tych niemieckich mediów, działających w Polsce, dzień bez szczucia Polaków przeciwko Rosji, to dzień stracony. 
Po co Niemcy to robią? A po to właśnie, by wzmocnić swój strategiczny sojusz z Rosją. Jak to bywa w polityce, oprócz marchewki potrzebny jest również kij. Tym niemieckim kijem na Rosje ma być właśnie Polska.

Ponadto, wykorzystując Polskę (i nie tylko) jako kij na Rosję , Niemcy bardzo skutecznie pozbawiają Polaków dostępu do rosyjskich rynków.
I o to waśnie tu chodzi
Na podstawie wyżej napisanego, nie przewiduję w 2017 roku, jakichś istotnych zmian w polskiej polityce w stosunku do Rosji. 
A tak nawiasem mówiąc, odnoszę wrażenie, że Moskwa od dawna "dała sobie spokój" z Polską i z jej obłąkanymi "politykami".

Rok 2017, jeśli w życie wejdą ułatwienia wizowe dla cudzoziemców, przyjeżdżających do obwodu Kaliningradzkiego, będzie rokiem przełomowym dla wizerunku Rosji za granica. Nic tak nie niszczy stereotypów, jak możliwość naocznego przekonania się o tym, że nie taki diabeł straszny, jak go malują.

Tomasz Omański

 

 

KOMENTARZE

  • Wolta Trumpa
    Myślę, że polski rząd zbyt mocno opiera swoje stanowisko w sprawie relacji z Rosją, na bieżącej postawie USA, aby ocieplenie stosunków pomiędzy tymi mocarstwami, nie odbiło się na decyzjach Warszawy. Jednak ponieważ Warszawa poszła w stronę konfliktu na froncie wschodnim, stanowczo zbyt ambitnie, odwrócenie tych trendów, może okazać się dla PiS zbyt trudne, bez nadszarpnięcia swojej reputacji i poparcia w kraju. To może być kamyczek przeważający szalę na stronę ponownego rozdania kart w urnach wyborczych.
  • rusofobia itp.
    Panie Tomaszu, Jakkolwiek biegle posługuje się Pan polszczyzną, pana spojrzenie na politykę, z polskimi politykami w roli piesków, wydaje się bardzo jednostronne. Może z perspektywy Kaliningradu wszystko wygląda trochę inaczej (niekoniecznie poprawniej)? Pisze Pan o Tusku jako rusofobie, w dodatku nie z przekonania, lecz na zlecenie jakichś wrażych zachodnich sił (niemalże za ich srebrniki). Pamiętam czasy gdy Tusk uważał, że odrobina polskiej dobrej woli wystarczy by ocieplić stosunki z Rosją. Ten zapał przechodził mu stopniowo. Najpierw gdy Tusk próbował zdobyć polityczne punkty na wizycie Putina w Gdańsku i udzieleniu mu paru lekcji historii. Putin - wyobrażam sobie, że ku sporemu rozczarowaniu Tuska - nie przyjął korepetycji z historii, udzielił natomiast szybkiego kursu rosyjskiej dyplomacji polecając by praktycznie w czasie jego przemówienia w Gdańsku opublikowano w Rosji dokument dowodzący rzekomo, że Polska była sojusznikiem Hitlera w przygotowaniach do wojny, a w każdym razie że Józef Beck (ten od "Polska od morza odepchnąć się nie da") był agentem niemieckim. Drugi moment refleksji nad polsko-rosyjskimi stosunkami naszedł Tuska zapewne po smoleńskiej katastrofie, gdy i Tusk, i jego mnistrowie, zwłaszcza Kopacz, mówili chętnie to co sobie wyobrażali, choć niekoniecznie widzieli, że współpraca polskich i rosyjskich śledczych układa się wspaniale, bezprecedensowo wręcz. W kolejnych miesiącach okazywało się, że ta cudowna współpraca była kwestią nadziei nie faktów. Krótko mówiąc, trudno twierdzić, że Tusk jest urodzonym rusofobem. Jego podejście do Rosji ewoluowało, a w tym procesie swoją rolę odgrywały zapewne osobiste ambicje Tuska, chwilami boleśnie ranione, ale także sygnały docierające z przeciwnej strony, niekoniecznie bardzo serdeczne. Krótko mówiąc, myślę, że ani obecne kluczowe postaci polskiej polityki, ani poprzednie nie są w tej chwili dobrze nastawione do Rosji i nie jest to koniecznie wynik zdalnego sterowania nimi przez USA, czy jakiekolwiek wraże, a utajone siły. Zresztą Putin, który swoją młodość spędzał we wschodnich Niemczech zapewne już wtedy nie darzył wielką sympatią Polski (co było wspólne wielu Enerdowcom i wielu Rosjanom) i tak mu pewnie do dziś zostało. Fakt, że w odpowiedzi na rozmieszczenie w Polsce broni przeciwrakietowej (zwalczającej rakiety) Rosjanie zapowiadają, że Polskie miasta stają się potencjalnymi celami ich rakiet nie zachęca nikogo nad Wisłą (poza nielicznymi jednostkami o wyjątkowo perwersyjnych skłonnościach) do wielkiej serdeczności wobec Rosjan. Niezależnie od tego, że osoby na politycznych świecznikach mogą bardzo skutecznie pogarszać międzynarodowe relacje (mam ty na myśli nie wyłącznie polskich polityków), żyjemy w czasach Internetu przekraczającego granice i myślę, że można w tym pokładać odrobinkę nadziei na przyszłość. Na jakimś rosyjskim forum wszyscy dyskutanci pisali o Polakach "pszeki, debile itp. Kiedy napisałem swoją opinię, zaznaczając że właśnie jestem "pszekiem", zwrócono się do mnie słówkiem "uważajemyj". To jednak spora różnica, prawda? Wydaje mi się, że łatwo ludziom przychodzi miotać pogardliwe wyzwiska i odczuwać nienawiść wobec abstrakcyjnych obcych. Gdy rozmawiamy z konkretnym człowiekiem włączają się w nas (i w nich) hamulce związane z elementarnym wychowaniem. Dlatego wskazane byłoby, by zwłaszcza młodzi ludzie z obu stron granicy (i w ogóle z różnych krajów) jak najczęściej prowadzili ze sobą partnerskie, ludzkie rozmowy, a jeśli dożyjemy czasów gdy ci młodzi zaczną przejmować cugle władzy, wtedy może okaże się, że po obu stronach granicy mniej jest złej woli, a więcej otwartości i serdeczności. Czego też wszystki na nowe lata życzę.

OSTATNIE POSTY

więcej

MOJE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
  12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
27282930   

ULUBIENI AUTORZY